O autorze
Prowadzę zapiski poświęcone trzem akordom, które cały czas pobrzmiewają w mojej głowie: muzyce, filmowi i literaturze. Dlatego nazwałem je "Trzy akordy na dwie ręce". W zasadzie jest jeszcze czwarty akord, czyli fotografia, ale ten gram trochę rzadziej, co nie zmienia faktu, że jest dla mnie ważny.
Na początku myślałem, że będzie to forma pamiętnika, za pomocą którego za 1000 lat będę mógł odświeżyć poglądy na pewne sprawy. Jednak wiele osób, włącznie z opisywanymi artystami, zasugerowała, żebym starał się pisać dla szerszej i bardziej merytorycznej publiczności, bo teksty są ciekawsze i bardziej autentyczne niż te, które pojawiają się jako suche opisy różnych faktów kulturowych (głównie ulotne recenzje). Uważam, że ocena czyichś dokonań nie powinna zajmować trzech zdań, nawet podrzędnie złożonych. Dałem temu dobitnie wyraz w tekście "Krytyka krytyki".

Zapraszam do lektury moich poprzednich tekstów w pierwszej odsłonie bloga na Facebooku.

____________

Meloman, muzyk, kinoman i czytelnik z zamiłowania.
Dziennikarz z wykształcenia.
Marketingowiec i PR-owiec z zawodu.

#marcinponikowski | #marcin_ponikowski

neW M Q

fot. Marcin Ponikowski
To był najbardziej rozimprowizowany gig WMQ na jakim byłem. Mało tego, improwizacje były grane najczęściej solo, bez udziału innych instrumentów. Z krótkiej rozmowy z Wojtkiem Mazolewskim dowiedziałem się, że za chwilę pojawi się koncert "Punk Freud" z gośćmi, zarejestrowany w Trójce. W styczniu artysta wesprze muzycznie WOŚP. A wiosną czekają nas dwie premiery - nowe albumy WMQ i Pink Freud!!! Zapowiada się bardzo ciekawy muzycznie 2018 rok.

Wojtek Mazolewski Quintet | 05.11.2017 | Vertigo, Wrocław

Piękne tematy z "Polki" czy "Paris" były głównie pretekstem do długich pasaży na trąbce, saksofonie, fortepianie i kontrabasie. Najbardziej odważne było solo Joanny Dudy, które łączyło w sobie często skrajne wątki – od muzyki klasycznej, przez coś na kształt aleatoryzmu, na swingowaniu i popowym beacie kończąc. Ale cały czas była to improwizacja - dusza i istota jazzu. Uważam panią Joannę za najbardziej subtelną pianistkę w naszej jazzowej rzeczywistości.

Druga część koncertu to premierowe utwory "London” oraz „Theme De Yoyo" wykonane z wielką energią i radością, którą dzielili z liderem nowi muzycy na perkusji oraz saksofonie. Zapewne wsparli klasyczny kwintet w trudach logistycznych trasy (?), jednak zrobili to profesjonalnie, czyli bez kompleksów. Dało się wyczuć sporą dawkę świeżości w relacjach z nowymi instrumentalistami, co pozytywnie przeniosło się także na muzykę.

Gdzieś w międzyczasie była klasyczna bomba, czyli cover „Bombtrack” Rage Against The Machine. Jestem pewien, że na nowych albumach WMQ i Pink Freud czekają nas podobnego kalibru ładunki wybuchowe.

Każdy, podobnie jak Lech Wałęsa, nosi w klapie oficjalnie lub symbolicznie, czyli głęboko pod klapą, jakiś symbol, ideę, wartość. Ja oficjalnie na lewej klapie kurtki mam miniaturkę Jazz Bass Fender, a na prawej znaczki WMQ i Pink Freud…
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...