O autorze
Prowadzę zapiski poświęcone trzem akordom, które cały czas pobrzmiewają w mojej głowie: muzyce, filmowi i literaturze. Dlatego nazwałem je "Trzy akordy na dwie ręce". W zasadzie jest jeszcze czwarty akord, czyli fotografia, ale ten gram trochę rzadziej, co nie zmienia faktu, że jest dla mnie ważny.
Na początku myślałem, że będzie to forma pamiętnika, za pomocą którego za 1000 lat będę mógł odświeżyć poglądy na pewne sprawy. Jednak wiele osób, włącznie z opisywanymi artystami, zasugerowała, żebym starał się pisać dla szerszej i bardziej merytorycznej publiczności, bo teksty są ciekawsze i bardziej autentyczne niż te, które pojawiają się jako suche opisy różnych faktów kulturowych (głównie ulotne recenzje). Uważam, że ocena czyichś dokonań nie powinna zajmować trzech zdań, nawet podrzędnie złożonych. Dałem temu dobitnie wyraz w tekście "Krytyka krytyki".

Zapraszam do lektury moich poprzednich tekstów w pierwszej odsłonie bloga na Facebooku.

____________

Meloman, muzyk, kinoman i czytelnik z zamiłowania.
Dziennikarz z wykształcenia.
Marketingowiec i PR-owiec z zawodu.

#marcinponikowski | #marcin_ponikowski

Życiowa awaria! Co dalej?

tebaby.pl
Co by było, gdyby zdarzyły nam się najgorsze rzeczy w życiu? Śmierć lub odejście bliskiej osoby, destrukcyjne poczucie winy, poważny zawód miłosny, zdrada, ogólnospołeczny brak akceptacji. Na te pytania próbuje w przystępny sposób odpowiedzieć Kinga Dębska, reżyserka nakręconego wcześniej doskonałego filmu "Moje córki krowy".

Plan B | reż. Kinga Dębska | 2018

Fabułę „Planu B” można porównać z koncepcją „Ataku paniki”, to znaczy na film składa się wiele historii pojedynczych osób, które ewoluują w ciekawy, a czasem zaskakujący sposób. Jest jeszcze kilka ważnych elementów, które łączą filmy, ale najlepiej doświadczyć tego w kinie. Obrazy dzieli jednak zasadnicza sprawa – o ile panika atakuje szybko, dynamicznie i dotyczy przeważnie mniej skrajnych doświadczeń niż dajmy na to śmierć bliskiego, o tyle w „Planie B” emocje są często głębsze, poważniejsze, ale ich doświadczanie jest rozłożone w czasie. Mimo całego tonażu przeżyć w filmie jest sporo komicznych sytuacji, tak dla równowagi. Jak w życiu. I tyle o fabule.


Bez dobrych kreacji aktorskich nie byłoby wiarygodnych historii. Tym samym przypowieści składające się na obraz mają charakter głównie dzięki kreatywnym aktorom: Małgorzacie Gorol, Kindze Preis, Marcinowi Dorocińskiemu, Edycie Olszówce i Agnieszce Żulewskiej.
Pierwszy raz w życiu oglądałem w kinie film w towarzystwie odtwórczyni jednej z głównych ról. Kinga Preis siedziała na widowni razem ze swoją najbliższą rodziną. Pomyślałem, że to szczyt odwagi, nawet dla zawodowego i wybitnego aktora, uczestniczyć w takim pokazie. Siedziała kilka rzędów przede mną i co jakiś czas na nią zerkałem, bo wydawało mi się, że będzie się rozglądać i patrzeć na reakcję ludzi. Nic podobnego. Artystka oglądała film podobnie jak inni widzowie, w żaden sposób nie skupiała uwagi na sobie. Nawet w momentach, kiedy zachowywała się nieobliczalnie na ekranie.

Po projekcji „Planu B” rozpoczęła się rozmowa z Kingą Preis, która odpowiadała głównie na pytania związane z filmem, ale wiele wątków dotyczyło także ważnych obrazów z jej dorobku. Mówiła o współpracy z wymagającym Jerzym Jarockim, zdeterminowaną Agnieszką Holland, zamerykanizowanym Jerzym Skolimowskim, intymnym Wojciechem Smarzowskim i energetyczną Kingą Dębską. Sala reagowała salwami śmiechu na puenty wielu anegdot i uważnie słuchała konkluzji dotyczących kondycji polskiego kina. Na przykład takiej, że w polskiej kinematografii robi się albo dobre pieniądze, albo dobre filmy. Rzadko te rzeczy idą w parze.
Trwa ładowanie komentarzy...