O autorze
Prowadzę zapiski poświęcone trzem akordom, które cały czas pobrzmiewają w mojej głowie: muzyce, filmowi i literaturze. Dlatego nazwałem je "Trzy akordy na dwie ręce". W zasadzie jest jeszcze czwarty akord, czyli fotografia, ale ten gram trochę rzadziej, co nie zmienia faktu, że jest dla mnie ważny.
Na początku myślałem, że będzie to forma pamiętnika, za pomocą którego za 1000 lat będę mógł odświeżyć poglądy na pewne sprawy. Jednak wiele osób, włącznie z opisywanymi artystami, zasugerowała, żebym starał się pisać dla szerszej i bardziej merytorycznej publiczności, bo teksty są ciekawsze i bardziej autentyczne niż te, które pojawiają się jako suche opisy różnych faktów kulturowych (głównie ulotne recenzje). Uważam, że ocena czyichś dokonań nie powinna zajmować trzech zdań, nawet podrzędnie złożonych. Dałem temu dobitnie wyraz w tekście "Krytyka krytyki".

Zapraszam do lektury moich poprzednich tekstów w pierwszej odsłonie bloga na Facebooku.

____________

Meloman, muzyk, kinoman i czytelnik z zamiłowania.
Dziennikarz z wykształcenia.
Marketingowiec i PR-owiec z zawodu.

#marcinponikowski | #marcin_ponikowski

Różne wymiary heroizmu

moviesroom.pl
Obok mnie siedział w kinie młody człowiek, czyli taki załóżmy student. Przeszedł z dziewczyną i najpierw przytulali się do siebie. Później jednak usiadł na brzegu fotela, wychylił się do przodu i z niedowierzaniem patrzył na to, co dzieje się na ekranie.

Christopher Nolan wskoczył właśnie na moją półkę z filmami Spielberga, Scotta, Zemeckisa i Camerona. I to nie robiąc filmu o kosmitach. Choć w zasadzie to wszyscy jesteśmy kosmitami, bo mieszkamy w kosmosie. I po co te poszukiwania?

Wracając do Nolana, nie przekonała mnie jego wersja „Batmana”, wolałem tę z Jackiem Nicholsonem i Danny’m DeVito w rolach czarnych charakterów. Spore wrażenie zrobiły na mnie jednak „Bezsenność” ze świetnym duetem Pacino & Williams oraz „Prestiż” ze wspaniałym epizodem z Davidem Bowie. Bardzo zjawiskowym, choć trochę zbyt wielowarstwowym filmem, była „Incepcja”. Jednak spore wrażenie zrobił na mnie „Interstellar”, który zobaczyłem w zasadzie przez przypadek. Pojechałem kiedyś w sobotę rano do serwisu samochodowego, miałem sporo wolnego czasu i multikino obok. Oprócz bajek był tylko jeden film dla dorosłych, czyli „Interstellar”. I choć nie lubię słodkich hollywoodzkich amantów, jakim przez wiele lat był Matthew McConaughey, to nie miałem wyboru. Scenariusz w kilku miejscach jest uproszczony, ale dla mnie najważniejsza jest zjawiskowa relacja ojca i córki, czyli uchwycenie nieuchronnego przemijania dziecka obserwowanego przez bezradnego ojca.

„Dunkierka”, najnowszy film Nolana, jest hołdem Brytyjczyka dla rodaków, czyli żołnierzy oraz cywilów, którzy podczas wojny ratowali swoją armię z francuskiego wybrzeża, obleganego przez Niemców. Jeżeli odnosić się do wzorców w dziedzinie obrazów wojennych, to film jest skonstruowany tak, jakbyśmy pierwsze 30 minut „Szeregowca Ryana” przedłużyli do dwóch godzin. Czyli przez cały film jesteśmy na froncie II wojny światowej i patrzymy oczami żołnierzy z ziemi, wody, powietrza, a nawet ognia. Nie jest aż tak brutalnie jak u Spielberga, ale przyznam, że siedziałem w napięciu przez cały film. Reżyser nie schlebia także fanom gier komputerowych, bo tutaj tło historyczne i emocje są prawdziwe. Poza tym żołnierze nie są superbohaterami, po prostu walczą o przetrwanie, często bardzo tragicznie. Mało tego, gdyby popatrzeć obiektywnie na główną postać filmu, to można by powiedzieć, że jest on tchórzem uciekającym z frontu za wszelką cenę. Ale oceniać po ponad 70 latach jest bardzo łatwo, zwłaszcza siedząc z popcornem w jednej, z coca-colą w drugiej i smartfonem w trzeciej ręce.

Można powiedzieć, że osią filmu jest konflikt czy ważniejsze jest życie czy ojczyzna. A ten dzieli się najczęściej symetrycznie pod kątem wieku, to znaczy bardzo młodzi ludzie wybierają głównie życie a starsi przeważnie ojczyznę. Jednak żeby to oceniać, trzeba znać kontekst historyczny i najlepiej zobaczyć film.

„Dunkierka” oprócz bardzo realnych efektów wizualnych ma oryginalną konstrukcję scenariusza. Losy bohaterów przeplatają się ze sobą w ciekawy sposób. Kolejne sceny łączą się ze sobą, czyli często oglądamy te same wydarzenia z różnych perspektyw. Nolan chciał uchwycić dane wydarzenie z różnych miejsc, jak w filmie dokumentalnym opartym na wiarygodnych relacjach wielu świadków.

Ogromnym atutem filmu jest obsada, czyli głównie odtwórcy ról drugoplanowych - Tom Hardy, Kenneth Branagh czy Cillian Murphy. Choć o znacznie mniej znanych chłopcach, którzy grają role pierwszoplanowe, też złego słowa nie dam powiedzieć.

Tragizm dodatkowo uwydatnia doskonała muzyka Hansa Zimmera, etatowego współpracownika Nolana, który stworzył także piękną oprawę „Interstellar”. W „Dunkierce” najczęściej są to przebiegi pojedynczych dźwięków, które brzmią bardziej jak syreny alarmowe i narastają adekwatnie do akcji filmu. Czasami pojawiają się piękne tematy, które barwą i frazowaniem przypominają dokonania Vangelisa.



PS
Zapraszam do pierwszej odsłony bloga na FB
Trwa ładowanie komentarzy...