O autorze
Prowadzę zapiski poświęcone trzem akordom, które cały czas pobrzmiewają w mojej głowie: muzyce, filmowi i literaturze. Dlatego nazwałem je "Trzy akordy na dwie ręce". W zasadzie jest jeszcze czwarty akord, czyli fotografia, ale ten gram trochę rzadziej, co nie zmienia faktu, że jest dla mnie ważny.
Na początku myślałem, że będzie to forma pamiętnika, za pomocą którego za 1000 lat będę mógł odświeżyć poglądy na pewne sprawy. Jednak wiele osób, włącznie z opisywanymi artystami, zasugerowała, żebym starał się pisać dla szerszej i bardziej merytorycznej publiczności, bo teksty są ciekawsze i bardziej autentyczne niż te, które pojawiają się jako suche opisy różnych faktów kulturowych (głównie ulotne recenzje). Uważam, że ocena czyichś dokonań nie powinna zajmować trzech zdań, nawet podrzędnie złożonych. Dałem temu dobitnie wyraz w tekście "Krytyka krytyki".

Zapraszam do lektury moich poprzednich tekstów w pierwszej odsłonie bloga na Facebooku.

____________

Meloman, muzyk, kinoman i czytelnik z zamiłowania.
Dziennikarz z wykształcenia.
Marketingowiec i PR-owiec z zawodu.

#marcinponikowski | #marcin_ponikowski

Roman Sidło i Koch Anka

www.belgravecinema.com.au
- Idziemy do kina na 18:30, najpierw coś zjemy. - Ok. A co to za film? - Jakiś fajny, Coppoli. - Ok. Idąc do jednej z sal wrocławskiego DCF mijały mnie same kobiety. Dopytałem jeszcze raz: Co to za film? Komedia romantyczna - usłyszałem w odpowiedzi. Aha – powiedziałem stanowczo – wygląda na to, że będę jedynym facetem w sali kinowej…

Paryż może poczekać | reż. Eleanor Coppola | 2016

Uspokoiłem się na widok kilku facetów na sali, a zwłaszcza Diane Lane i Aleca Baldwina na ekranie. Lubię ich, bo grają w bardzo naturalny i niewymuszony, czyli wiarygodny sposób. Diane przypomina mi jedną z ważnych kobiet w moim życiu, a mianowicie moją wychowawczynię z podstawówki. Uspokajam dociekliwych, że w tym względzie nie zabrnąłem tak daleko, jak prezydent Francji. Po prostu dobrze ją wspominam, mimo że była dosyć stanowczą i krytyczną kobietą, ale dzięki temu zmieniła moją percepcję na dalszą edukację i pośrednio życie.

Wracam do filmu. Akcja rozkręca się leniwie, wskazuje raczej na scenariusz o skomplikowanym związku, czyli o facecie z przyszytym chirurgicznie telefonem do ucha oraz kobiecie, która czuje się jak jedna z jego walizek. I wtedy pojawia się ten niesamowity facet, w tej roli oczywiście Francuz - Arnaud Viard, który nosi w filmie imię Jacques. Najkrócej mówiąc bohater wykreowany przez Javiera Bardema w "Vicky Cristina Barcelona" to przy nim podlotek, który mógłby się od francuskiego kolegi wiele nauczyć. Jacques jest cały zbudowany z romantyzmu, w równym stopniu co z mięśni, kości i krwiobiegu. Ale jest przy tym bardzo subtelny i tradycyjny, czyli hołduje starej zasadzie: przez żołądek do serca. No i zabiera Anne, czyli bohaterkę graną przez Diane Lane, w dłuuugą podróż z Cannes do Paryża, które geograficznie nie są w sumie tak odległe. Nie jest to jednak banalna historia o przygodnym romansie. Jest to długa opowieść o wspólnym odkrywaniu siebie ze wszystkimi dobrymi i słabszymi stronami osobowości. Także o tym, jak kształtują bohaterów tragiczne wydarzenia z ich życia. Jednak ta mądrość odkrywania jest okraszona dużą dawką humoru, najczęściej sytuacyjnego, który ma swój dalszy ciąg w postaci świetnych dialogów. A że z czasem pojawia się namiętność, to jakby naturalne.

Film jest wesoły, ale nie jest typową komedią romantyczną. Jest to po prostu mądry film o relacji dojrzałych ludzi, opierający się na dobrym scenariuszu i dialogach, które uzupełniają plastyczne kadry i równie pastelowa muzyka. Nie przybije już moich filmowych archetypów romansideł, czyli „Fortepianu” i „Prawdziwego romansu”, ale jest w nim duży potencjał, zwłaszcza dla facetów! :)

I słówko o reżyserce. Film w jakiś sposób nawiązuje do „Między słowami” Sofii Coppoli, co w sumie nie dziwi, bo „Paryż może poczekać” jest dziełem Eleanor Coppoli. Na początku myślałem, że to kolejna spadkobierczyni filmowego talentu wielkiego reżysera, czyli siostra Sofii. A tu okazuje się, że to jednak jej matka i żona Francisa Forda Coppoli. Wyreżyserowała ten film w wieku 80 lat… dlatego nie dziwi mnie zupełnie jego dojrzałość.



PS
Zapraszam do pierwszej odsłony bloga na FB
Trwa ładowanie komentarzy...