NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

United States of Music

fot. Marcin Ponikowski
Snarky Puppy | NFM | Wrocław | 28.05.2017 | Zacznę od kwestii wizerunkowych. Wszyscy kochają szczeniaki, ale ten jest akurat bardzo cięty. Mamy zatem coś dla pań i panów. Adekwatne i rozpoznawalne logo, czyli groźny szczeniak w słuchawkach – zaciekawi chyba każdego.

Idea tworzenia muzyki przez Snarky Puppy opiera się na zasadach demokratycznych – każdy ma coś do powiedzenia, a w zasadzie do solowego zagrania. Jest oczywiście lider, czyli Michael League, ale nie dominuje jak dajmy na to Wojtek Pilichowski. Raczej daje dużo przestrzeni i prowadzi dialogi, podobnie jak Marcin Pendowski. Porównania są adekwatne, bo to podobna stylistyka. Zresztą na instrumentalne liderowanie nie pozwala liczebność grupy, która w różnych składach liczy od kilkunastu do kilkudziesięciu muzyków. Trzeba dodać, że to muzycy rozimprowizowani, czerpiący z najlepszych doświadczeń funku, fusion, jazzu i popu. Wielu z nich pochodzi z różnych części Ameryki Północnej, co jeszcze bardziej podkreśla wspólną optykę muzyczną.


Culcha Vulcha w NFM

Supportem gwiazdy była Banda Magda, czyli Magda z bandą w postaci muzyków Snarky Puppy. Reasumując Snarky Puppy trochę się supportowało. Banda Magda to bardzo energetyczna wokalista, która wtórowała sobie akordeonem. Zaśpiewała kilka piosenek, ale w różnych językach, więc było dosyć krótko, ale światowo, a w zasadzie głównie południowo, czyli dosyć ciepło. Wartka wokalistka zaangażowała publiczność do śpiewu, żartując, że to dobra wprawka do piosenek głównego bohatera wieczoru. Generalnie tryskała humorem, opowiadając, że była bardzo zaskoczona faktem, że w Polsce jest tyle Magd.

Snarky Puppy zagrali głównie materiał ze swojej ostatniej płyty „Culcha Vulcha”. Pojawiły się zatem wierne wersje utworów „Tarova”, „Semente”, a także przepiękne „Gemini”. „Grown Folks” posłużył jako baza do rozbudowanych improwizacji dla niemal wszystkich muzyków. A było ich tym razem dziewięciu: Michael League (bas), Larnell Lewis (perkusja), Nate Werth (instrumenty perkusyjne), Bob Lanzetti (gitara), Bobby Sparks (klawisze), Justin Stanton (klawisze, trąbka), Mike Maher (trąbka), Chris Bullock (saksofon), Zach Brock (skrzypce). Tym samym „Grown Folks” trwał wielokrotnie dłużej niż na płycie.

Utwory Snarky Puppy tak na ucho wydają się muzyczną zabawą z dźwiękami, barwami różnych instrumentów, kombinacją wielu tematów, głównie wesołych, ze swobodną zmianą tempa czy dynamicznym skakaniem po tonacjach. Kiedy jednak obserwuje się ich na żywo, to widać, że jest to kawał dobrego muzycznego rzemiosła, trudnego w realizacji. Niebanalne tematy grane jednocześnie przez dwie trąbki, klawisze i skrzypce dają bardzo ciekawe brzmienie, ale technicznie są skomplikowane, zwłaszcza, kiedy są głównym motywem, a nie wyłącznie instrumentalnym tłem.

Charakterystyczne dla formacji są właśnie tematy, głównie ich mnogość w ramach pojedynczych utworów. Wyróżniają ich także masywne brzmienia pomnikowych instrumentów – organów Hammonda, syntezatora Mooga, ale także syntetyczne głosy z akustycznych instrumentów, np. trąbki czy skrzypiec.
Inspiracje, głównie ze względu na muzyczne kierunki i użyte instrumentarium, są w równym stopniu czytelne co dosyć szerokie. Można powiedzieć, że garściami czerpią z mistrzów fusion, jazz-funku, ale także twórców postrocka czy nu jazzu. Przykłady każdy dopisze sobie według uznania.

Koncert wspierało wizualnie osiem małych ekranów. Ze względu na rozmiary NFM działały bardziej właśnie jako efekt wizualny niż powiększający muzyków. Na środku sceny przed muzykami stała obrotowa kamera, która pokazywała każdego improwizatora na ekranach. Kolejne kamery były nad ich głowami i z boku. Tym samym na ekranach były ujęcia z jednego lub różnych miejsc. Ciekawy efekt, co widać na zdjęciach.


PS I
Zachęcam do odwiedzenia mojej galerii z koncertu!

PS II
No i niezmiennie zapraszam do pierwszej odsłony bloga na FB
Trwa ładowanie komentarzy...