O autorze
Prowadzę zapiski poświęcone trzem akordom, które cały czas pobrzmiewają w mojej głowie: muzyce, filmowi i literaturze. Dlatego nazwałem je "Trzy akordy na dwie ręce". W zasadzie jest jeszcze czwarty akord, czyli fotografia, ale ten gram trochę rzadziej, co nie zmienia faktu, że jest dla mnie ważny.
Na początku myślałem, że będzie to forma pamiętnika, za pomocą którego za 1000 lat będę mógł odświeżyć poglądy na pewne sprawy. Jednak wiele osób, włącznie z opisywanymi artystami, zasugerowała, żebym starał się pisać dla szerszej i bardziej merytorycznej publiczności, bo teksty są ciekawsze i bardziej autentyczne niż te, które pojawiają się jako suche opisy różnych faktów kulturowych (głównie ulotne recenzje). Uważam, że ocena czyichś dokonań nie powinna zajmować trzech zdań, nawet podrzędnie złożonych. Dałem temu dobitnie wyraz w tekście "Krytyka krytyki".

Zapraszam do lektury moich poprzednich tekstów w pierwszej odsłonie bloga na Facebooku.

____________

Meloman, muzyk, kinoman i czytelnik z zamiłowania.
Dziennikarz z wykształcenia.
Marketingowiec i PR-owiec z zawodu.

#marcinponikowski | #marcin_ponikowski

Postscriptum

Anna Maria Mbayo | fot. Justyna Prus
Anna Maria Mbayo | fot. Justyna Prus www.facebook.com/justynaprusphotography
Dawno temu przygotowywałem serię audycji radiowych poświęconych twórczości Czesława Niemena dla Polskiego Radia Wrocław. Dziennikarz, który wspierał mnie w tym względzie, przedstawił moją skromną, studencką osobę legendarnemu Janowi Mazurowi, wybitnemu znawcy i popularyzatorowi jazzu, wówczas szefowi muzycznemu stacji. Zostałem mu zaprezentowany jako nowy niemenolog i autor pracy licencjackiej poświęconej artyście. Jan Mazur zapytał mnie „A Czesław o tym wie?” używając dźwięcznego, tylnojęzykowego „ł”. Czesław Niemen o tym nie wiedział. Wkrótce odszedł, jakby nigdy nic. Jednak jest i pozostanie dla mnie najważniejszym polskim twórcą muzyki popularnej. Wspólnie z Krzysztofem Komedą, Ewą Demarczyk i Markiem Grechutą dobitnie pokazał, że nasza rozrywka jest całkiem poważna. „Niemen Enigmatic” jest uznawany za najważniejszy album w historii polskiej muzyki rockowej.

Upłynęło niemal 15 lat od mojego spotkania z Janem Mazurem, którego niestety także nie ma już wśród nas. Do końca wspierał jazz. Moja fascynacja muzyką ma dzisiaj właśnie bardziej jazzowy wymiar, choć staram się śledzić dokonania ambitniejszych twórców z kręgów rockowego, postrockowego i avant-popopowego. Rzadziej wracam do twórczości Niemena, ale z podobnych względów jak do dokonań Led Zeppelin, Pink Floyd czy The Beatles – znam je na pamięć.

Przeglądając tradycyjnie program wrocławskiego klubu Vertigo natknąłem się na koncert Anny Marii Mbayo pod tytułem „Tribute to Czesław Niemen”. Było to bardzo egzotyczne przeżycie. Czarnoskóra wokalistka w repertuarze na wskroś słowiańskiego wokalisty. Ale zaraz przyszła refleksja: czas zatoczył wspaniałe muzyczne koło. Niemen w początkach swojej kariery inspirował się twórczością Ottisa Redinga, a zwłaszcza Jamesa Browna. Co więcej utwór „Dziwny jest ten świat” ma wiele wspólnego z piosenką króla funku „It's A Man's Man's World”. Decyzja musiała być jedna: trzeba usłyszeć panią w repertuarze mistrza.

Występ odbywał się w klubowych warunkach, ale, co rzadko się zdarza, miał bardziej koncertowy charakter. Głównie dlatego, że publiczność była zasłuchana, a nawet wokalnie i perkusyjnie zaangażowana. Ale przecież artystka zajmuje się na co dzień gospel, więc nie ma się co dziwić.

Za jazzowy wymiar repertuaru Niemena brali się wcześniej choćby Staszek Soyka oraz Artur Dutkiewicz. Bardziej przypadła mi do gustu koncepcja pianisty, ale głównie dlatego, że Staszek poszedł w dużej mierze we wczesny repertuar Niemena. Dutkiewicz na swojej płycie jest i wesoły, i poważny. Podobnie podszedł do tematu Robert Jarmużek, czyli autor jazzowych aranżacji śpiewanych przez Annę Marię. Było zatem jowialnie („Płonąca stodoła”, „Gdzie to jest”, „Jagody szaleju”), refleksyjnie („Mów do mnie jeszcze”, „Dziwny jest ten świat”), a nawet filozoficznie („Terra Deflorata”). Jak widać większość utworów jest nieoczywistych, zwłaszcza te z ostatnich płyt Niemena. I bardzo dobrze, bo w zestawieniu z wyszukanymi aranżacjami Roberta Jarmużka oraz soulową ekspresją Anny Marii Mbayo materiał wypadł świeżo, współcześnie i oryginalnie.

Kiedy w ostatnich latach wracałem do repertuaru Niemena, głównie do moich ulubionych płyt: „Człowiek jam niewdzięczny", „Niemen Aerolit”, „Marionetki”, a także do ważnych utworów, np. „Twarzą do Słońca”, „Pieśń Wernyhory” czy „Spodchmurykapelusza”, to wydawało mi się, że jestem jakiś oderwany od rzeczywistości ze swoim wielkim, nieustającym podziwem dla NIEGO. Do czasu tego koncertu. Wróciła we mnie wiara w gust młodych muzyków i melomanów. A jeszcze nie tak dawno ludzie z mojego pokolenia, wychowani na grunge'u, komentowali dojrzałe dokonania artysty bardzo krótko: Czesław Nie-męcz :)

Polecam koncert wszystkim fanom dobrej muzyki :)
Trwa ładowanie komentarzy...