NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

Śmierć to tylko niepotwierdzona pogłoska

http://www.feelingmovies.sk/2011/emir-kusturica/8888
Gdzie ja jestem w tej historii? | Emir Kusturica | 2014

„Czas Cyganów” to jeden z najpiękniejszych filmów o miłości. „Czarny kot, biały kot” to osobliwa komedia, która za każdym razem szczerze śmieszny. „Underground” realizuje jeden z najbardziej niewiarygodnych scenariuszy, genialny w swojej prostocie. Kusturica stworzył niemal wyłącznie wybitne filmy, ale o nich nie za wiele poczytamy w jego autobiografii. Reżyser skupił się głównie na drodze, która zawiodła go do świata kina, a także na osobach, którym najwięcej zawdzięcza.

Tak się składa, że na Kusturicę i Almodovara patrzę jak na dwie strony jednej, niezwykle cennej filmowej monety. Ich filmy powstawały w podobnym czasie i były robione z ogromnym emocjonalnym rozmachem. Dlatego tutaj symbolicznie chciałbym ich połączyć pewną sugestią. Autobiografia Kusturicy powinna nosić tytuł „Wszystko o mojej matce... i ojcu”. Tak naprawdę książka jest wielkim hołdem dla rodziców reżysera. Kusturica wiele miejsca poświęca swojemu dzieciństwu, chmurnej i durnej młodości, studiom w Pradze, etapom kariery wyznaczanym przez kolejne filmy, bliskiej przyjaźni z Johnnym Deppem, a także żonie i dzieciom. Jednak to relacje z rodzicami, rozmowy z nimi, ich porady i wiele życiowych mądrości, które są często cytowane, wypełniają w dużej mierze jego opowieść.

Oczywiście Kusturica opisuje swoje życie z dystansu, w charakterystyczny dla siebie sposób, często autoironiczny. Ale podobnie jak w filmach jest to uśmiech, który wieńczy głęboka refleksja. Tak opisuje swoje początki: „W 1963 roku po raz pierwszy wszedłem w świat kina, przerzucając pół tony węgla do piwnicy Kinoteki Jugosławiańskiej”.

Kusturica bardzo mało miejsca poświęca procesowi tworzenia swoich filmów. W tym względzie jego książkę ciężko porównać na przykład z autobiografiami Polańskiego czy Machulskiego. Tak, jakby chciał powiedzieć, że przecież filmy są skończonym dziełem, dostępnym w kinie czy na nośnikach, każdy może je zobaczyć i ocenić, nie trzeba zagłębiać się w szczegóły, bo najważniejszy jest efekt. Momentami więcej miejsca poświęca swoim mistrzom niż sobie, ale również nie analizuje ich filmów, tylko opisuje okoliczności, w jakich zetknął się z wybitnymi obrazami. Niewiarygodna jest jego przygoda z filmem „Amarcord” Federico Felliniego. Cztery razy próbował go oglądnąć i niemal za każdym razem... zasypiał w kinie. Dopiero przy ostatnim podejściu udało mu się oglądnąć film w całości, co zmieniło totalnie jego podejście do reżyserowania. Napisał nawet, że ”Amarcord” był dla jego filmów tym, czym Wielki Wybuch dla Wszechświata. A gdyby ostatecznie nie zobaczył wówczas tego filmu...?

Zawsze zastanawiało mnie skąd on bierze tyle pomysłów na niewiarygodne zbiegi okoliczności, magiczne zrządzenia losu. Okazuje się, że życie sporo mu w tym względzie podpowiadało. W niektóre historie naprawdę trudno uwierzyć, jak choćby w tę o ciotce, którą przed niechybną śmiercią od odłamka bomby uratowała jej własna, tłusta pupa.

I na koniec refleksja, która zostanie ze mną na zawsze. Młodziutki Kusturica zobaczył martwego znajomego. Ze łzami w oczach powiedział o tym swojemu ojcu, a ten odparł: „Śmierć to niepotwierdzona pogłoska, synku. (…) Nikt z nas nie umarł, by sprawdzić, jak naprawdę jest ze śmiercią. Nie myśl już o tym. Ciocia Biba wróciła. Pozdrawia cię i posyła dżinsy Levi'sa”.


Zapraszam do lektury moich poprzednich tekstów w pierwszej odsłonie bloga na Facebooku.
Trwa ładowanie komentarzy...